Ambitny plan budowy polskiego ekosystemu półprzewodników, który ma stać się jedną z podwalin technologicznej suwerenności kraju zaczyna się od Polskiego Krzemu – spółki, która planuje budowę serii mikroprocesorów na rynek europejski – przedstawia prof. Paweł Gepner, Chief Research Officer firmy w rozmowie ze SmartFactory.Review.
Szymon Augustyniak: Projekt „Polski Krzem” brzmi jak wyzwanie rzucone gigantom z Doliny Krzemowej. Za inicjatywą stoi „siedmiu wspaniałych” – inżynierów i menedżerów z doświadczeniem w firmach takich jak Intel. Co skłoniło Państwa do porzucenia korporacyjnych struktur na rzecz budowy własnego chipa?
Paweł Gepner: To nie była nagła iluminacja, ale efekt wieloletnich obserwacji. Polska jest postrzegana jako światowe zagłębie talentów algorytmicznych i programistycznych, swoisty „software house” dla globalnych korporacji. Mamy wybitnych specjalistów od AI, cyberbezpieczeństwa czy High Performance Computing, ale dotychczas brakowało nam odwagi, by zaistnieć w sferze hardware’u.
Tymczasem, jak mawiał Steve Jobs: jeśli myślisz o zaawansowanym oprogramowaniu, powinieneś budować własny sprzęt. Chcemy skonsolidować rozproszone kompetencje polskich inżynierów. Zarówno tych w kraju, jak i pracujących dla gigantów takich jak Nvidia czy Samsung za oceanem. W rezultacie chcemy stworzyć produkt, który pozwoli nam kontrolować technologię, na której operujemy.
Rynek procesorów jest zdominowany przez graczy o niemal nieograniczonych budżetach. Gdzie w tym starciu widzą Państwo miejsce dla polskiego procesora?
Nie mamy zamiaru walczyć z hegemonami takimi jak Intel, AMD czy Nvidia w segmentach PC czy centrów danych – to wymagałoby niewyobrażalnych nakładów. Naszą strategią jest dopasowanie produktu do realnych potrzeb w konkretnych niszach. Dotyczy to takich obszarów jak infrastruktura krytyczna, internet rzeczy (IoT) oraz sektor obronny.
Nasz układ, który nazwaliśmy Granit, ma być produktem klasy „good enough” – solidnym, skrojonym pod wymagania klienta i oferującym unikalne funkcje, których nie mają masowe rozwiązania. Skupiamy się na segmentach, gdzie ważniejsza od ścigania się na nanometry jest stabilność, długofalowe wsparcie i kontrola nad architekturą.
Założyliśmy, że nie będzie to przełomowa technologia produkcyjna. Mamy doświadczenie i zbudowaliśmy w zespole kilkanaście chipów w procesie 18 i 20 nanometrów. Wiemy jak ten proces trzeba opanować. Skala trudności rośnie wraz z poziomem integracji, w związku z tym nie ma sensu zaczynać z technologią która jest bardziej zaawansowana i tak naprawde nie potrzebna na tym etapie. Tą technologię znamy i wiemy jakie mamy kompetencje. Chodzi o kolegów zarówno w Polsce jak i wśród naszych przyjaciół z polskimi paszportami pracującymi za granicą.
Wspomniał Pan o suwerenności. W dobie napięć geopolitycznych to słowo nabiera szczególnego znaczenia, zwłaszcza w kontekście technologii wojskowej.
To kluczowy aspekt. Obecnie, co widać np. podczas wojny na Ukrainie, wiele systemów, w tym drony, opiera się na chińskich układach. Niesie to ryzyko, że producent może w dowolnym momencie zdalnie wyłączyć określoną funkcjonalność. Prawdziwa suwerenność to sytuacja, w której mamy całkowitą możliwość audytu i weryfikacji projektu. Wtedy wiemy dokładnie, co znajduje się w chipie i mamy nad tym kontrolę. Dlatego nasz procesor będzie zawierał m.in. szyfrowanie postkwantowe, oparte na miejmy nadzieje na polskim IP, które wkrótce stanie się wymaganym standardem bezpieczeństwa w Unii Europejskiej.
Budowa procesora to jedno, ale jego produkcja to zupełnie inna skala wyzwań. Czy planują Państwo budowę własnej fabryki?
Działamy w modelu fabless, co oznacza, że projektujemy układy, a ich produkcję zlecamy zewnętrznym zakładom. Posiadanie fabryki nie jest warunkiem suwerenności; ważniejsza jest kontrola nad projektem i łańcuchem dostaw. Chcemy korzystać z europejskiego ekosystemu, m.in. z powstających zakładów w Dreźnie (projekt TSMC, Bosch, Infineon i NXP), co zapewni nam bezpieczeństwo dostaw wewnątrz Unii. Dodatkowo współpracujemy z inicjatywą Euro CDP, koordynowaną przez AGH. Ta inicjatywa ułatwia mniejszym firmom dostęp do procesów produkcyjnych bez konieczności rezerwowania całych wafli krzemowych.
Wybrali Państwo otwartą architekturę RISC-V. Dlaczego to lepsze rozwiązanie niż np. licencjonowanie architektury ARM?
RISC-V daje nam ogromną niezależność ekosystemową i jest obecnie mocno promowany przez Komisję Europejską jako fundament europejskich projektów procesorowych. To architektura całkowicie otwarta, nad którą mamy pełną kontrolę. Oczywiście nie zamykamy się na inne rozwiązania, jeśli konkretny, strategiczny klient będzie tego wymagał. Jednak to nasza własna mikroarchitektura będzie definiować ostateczną wartość układu.
Kiedy możemy spodziewać się pierwszych efektów? Budowa firmy projektowej to proces długofalowy.
Cykl projektowania chipa trwa około trzech lat i nie da się go znacząco przyspieszyć nawet poprzez podwojenie zespołu. Szacujemy, że lata 2028-2029 to realny termin na tzw. tape-out, czyli otrzymanie gotowych, zweryfikowanych układów z produkcji. Obecnie skupiamy się na pozyskiwaniu kapitału od funduszy Venture Capital oraz z programów rządowych i unijnych. Planujemy szybko skalować zespół – z obecnych kilku osób do 50. Docelowo chcemy mieć 150 specjalistów, w tym ekspertów od walidacji i zarządzania produktem.
Jaką kwotę finansowania planują Państwo uzyskać, żeby zrealizować plany?
Cele są poważne, więc mówimy tutaj o bardzo poważnych pieniądzach rzędu kilkuset milionów euro. Takie pieniądze można by na nasz projekt stosunkowo szybko pozyskać w Stanach Zjednoczonych. Jednak wiązałoby się to z utratą istotnej części kontroli nad projektem.
Nie planujemy budować firmy garażowej nastawionej na wytwarzanie IP dla zagranicznych integratorów. Naszym celem jest stworzenie miejsca, które przyciągnie polskich inżynierów pracujących obecnie w zagranicznych ośrodkach. Czekają oni na moment, w którym ruszymy pełną parą. Jak wspominałem, Polacy są głównymi architektami linii produktowych u największych graczy za oceanem. Wielu z nich już dziś deklaruje gotowość dołączenia do projektu, gdy tylko nabierze on odpowiedniego rozpędu.
Jaka jest zatem wizja sukcesu Polskiego Krzemu?
Inspiruje nas brytyjska firma Inmos z lat 70., która choć sama zniknęła z rynku, stała się inkubatorem dla całego sektora półprzewodników w Wielkiej Brytanii, dając początek takim potęgom jak ARM. Chcemy, aby Polski Krzem stał się podobnym fundamentem. Pragniemy, by było to miejsce które skonsoliduje talenty i zbuduje w Polsce trwałe kompetencje projektowe.
Oczywiście z tą różnicą, że życzymy, aby Polski Krzem przetrwał i cieszył się sukcesem zarówno swoim jak i „potomstwa”.
Jeśli uda nam się stworzyć produkt sprzedawany w milionach sztuk, który zapewni realne bezpieczeństwo infrastrukturze krytycznej, będziemy mogli mówić o przełomie dla polskiej gospodarki. Granit nie będzie „Tytanikiem”; ma być zwinnym, nowoczesnym układem na miarę naszych czasów.


